Wpisz co najmniej 1 znak do wyszukiwania

Ledon

Neonowe logo dla magicznego miejsca, czyli Turkusowego Domku

Neonowe logo dla magicznego miejsca, czyli Turkusowego Domku

Nasi niesamowicie klienci – Paula i Sebastian zamówili u nas wielkie logo Turkusowego Domku. Z tej okazji zajechałam na prawie sam koniec Warszawy w szary dzień. Moim oczom ukazuje się intensywnie turkusowy dom. Przechodzę przez furtkę i odkrywam zupełnie nowy wymiar rzeczywistości. Odnajduję wejście do oranżerii i odnajduję w przyłączonej do nich kuchni gospodarzy tego niesamowitego miejsca. Sebastian i Paulina witają mnie czule, jak dobrą znajomą. Częstują naparem miętowo-imbirowym i świeżo testowaną kawą. Zapraszają na jedną z wielu zdobnych kanap w tym kolorowym, eklektycznym świecie. Świecie niby chaotycznym, jednak tak spokojnym, że odczuwam tu zupełnie inaczej upływ czasu, a wielkie miasto za murami domu staje się odległe niczym inna galaktyka.

Co nieco o Turkusowym Domku

Opowiedzcie proszę gdzie jesteśmy

Sebastian: Znajdujemy się w naszym domu, nazywa się Turkusowy Domek. Jest stary, z 1923-go roku. W 1976-tym został przeznaczony do rozbiórki, a ja go kupiłem 11 lat temu i powolutku zaczęliśmy go remontować. Niewiele zostało z pierwotnego wyglądu ale ściany pozostały oryginalne. Jest zbudowany starą przedwojenną metodą. Dechy, a między nimi ubite trociny z wapniem, maty słomiane i tynk. Dzięki temu ma wręcz cudowną akustykę. Ten dom ma duszę, oddycha, jest trochę krzywy, trochę skrzypi, podłoga się ugina. To nasz warsztat kreatywnego recyklingu, sprawdzian umiejętności technicznych i akceptacji niedoskonałości.
Kilka razy w miesiącu odbywają się u nas różne aktywności. A na co dzień to po prostu nasz dom. Jest tu studio nagrań, mała scenka z pokojem koncertowym, niewielka ale całkiem sprawnie urządzona kuchnia (królestwo Pauli). Do kuchni jest przyłączony oszklony taras z nietypową pochyloną szklaną ścianą autorskiego pomysłu – to nasza jadalnia, ogród w domu i klub kolacyjny. Zbudowaliśmy też saunę, takie nasze małe domowe spa. W ogrodzie mamy dużo hamaków, piaskownicę i indiańskie tipi z miejscem na ognisko..

Zdradźcie jaka to zatem przestrzeń.

Paulina: On się rozciąga (śmiech), to niepozorny mały domek. Wiele osób się śmieje, że na tak małej przestrzeni jesteśmy w stanie upchnąć cały turkusowy świat. Turkusowy Domek to rzeczywiście inny świat, który stał się możliwy nawet w wielkim mieście.
Sebastian: Na powierzchni 700m2 ogrodu stoi domek a w nim i dookoła niego wszystkie niezbędne elementy by prowadzić wszelkie interesujące nas aktywności i wieść ciekawe życie.

Neonowe świecące logo Turkusowego Domku

No właśnie… jak to jest z tym wpuszczaniem obcych do domu? Zdarza się Wam, że macie dość gości?

Paulina: Mamy dobrze oddzieloną przestrzeń prywatną od tej do działalności. Wydarzenia organizujemy 2-3 razy w miesiącu, a na co dzień wpuszczamy tylko tych najbliższych. To co nas spotyka jest cudowne, to piękne historie i ludzie, którzy przychodzą w odpowiednim momencie. Nie wierzymy w przypadki. Dużo z siebie dajemy i dużo dostajemy
Sebastian: Nawet takie trywialne rzeczy. Na przykład Ledon Design. Zaprojektowaliśmy nasze nowe logo, chcieliśmy stworzyć szyld Turkusowego Domku – i nagle ciach!, bum! spadliście nam z nieba i zrobiliście taki piękny neon, jakiego się w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewaliśmy.
Takich sytuacji mamy w życiu całkiem sporo Jesteśmy za to bardzo wdzięczni.
Dawanie innym to najlepsza inwestycja, bo to wraca z ogromną siłą. Aż trudno to opisać. Nasze życie to takie balansowanie. Dajemy siebie bardzo dużo, celebrujemy życie. Idziemy raczej w stronę mniej MIEĆ, a bardziej BYĆ.

Paulina: Znajdujemy ludzi, którzy chcą robić to samo, myślą podobnie.
Sebastian: Trudno jest mówić o sobie, jacy to jesteśmy fajni. Mogę natomiast powiedzieć, co ludzie o nas mówią: że to jest najpiękniejsze miejsce w jakim byli, że jesteśmy najlepszym miejscem w Warszawie – z tym się akurat nieskromnie mogę zgodzić, bo stworzyliśmy miejsce, które sobie wymarzyliśmy. Oczywiście super byłoby mieć linię brzegową zamiast muru posesji sąsiadów ale mamy to, co mamy i jest nam z tym dobrze.
Paulina: Jest jednak co robić tutaj w Warszawie.
Sebastian: Tutaj warszawski korpo świat, biegnący za karierą spotyka się ze światem, gdzie nie pieniądz i posiadanie jest celem, a droga przez życie. Życie życia lepiej i głębiej. Uważniej. Tego się uczymy. I zarażamy tym ludzi. Skutecznie.
Nie pomyśl sobie, że mało pracujemy. Uwijamy się jak mrówki i mamy świetne zgrane CREW. Kasia, Antonina, Ania, Gosia, Łukasz, Sergio, Jasza.. I kilka innych cudownych osób pomagających nam przy konkretnych zadaniach.. Bez nich by się to wszystko nie udało.

Sebastian: Mieszka z nami też Lama, to niewidząca kocica.
Paulina: Patrzy sercem, widzi więcej niż zwykłe koty. Poluje i zjada sikorki całe z piórami.
Sebastian: Mieszka z nami też mój syn Samuel, a w brzuchu Pauli jest małe dzieciątko.

Samuel, a jak Ty się czujesz z tym, że w Twoim domu dzieją się takie atrakcje?

Samuel: Fajnie, cieszę się i czasem pomagam przy organizacji wydarzeń.
Paulina: Jeździ z nami na festiwale, czeka tylko, aż my sobie pójdziemy, otwiera swój biznes i obsługuje gości, ma nawet swoje autorskie potrawy (śmiech).
Sebastian: Tak, to kolejna część tej działalności. Niemal cały dom pakujemy do samochodów, przyczepek i kampera i jeździmy latem na festiwale. Budujemy przestrzeń od zera w zastanym miejscu. Jesteśmy w stanie przez miesiąc na pustyni podawać jedzenie i kawę i to najwyższej jakości bez litości (śmiech)
Paulina: Naszą pasją jest w środku lasu zbudować turkusowy domek. Ja mam wtedy większą, lepszą kuchnię (śmiech) z najlepszym widokiem świata, gotuję patrząc na las lub morze.

Coś więcej niż tylko cztery ściany

A w samym domu jaka przyświeca idea wydarzeniom?

Sebastian: Tworzymy miejsce, które łączy ludzi z jedzeniem, muzyką. Nie robimy tylko koncertów, gdzie kupujesz bilet, wchodzisz i wychodzisz. Łączymy spotkanie z artystą przy jednym stole, tak, by można go było poznać także poza sceną. Potem kameralny występ. A po koncercie after party, jam session, ognisko, sauna i relaks..
Paulina: To jest taka wartość dodana, bo najważniejsze, że ludzie się spotykają tu z całkowicie różnych bajek i na tej przestrzeni domu, na jednym gruncie poznają się. Nie jest tu jak w restauracji, że siedzimy przy swoim stoliku. Tutaj wypada każdemu się przedstawić, z każdym poznać…
Sebastian: Niektórzy zdejmują buty na wejściu (śmiech).

Paulina: Sama się zastanawiałam, czy nie powinnam! (śmiech)

Sebastian: No widzisz. Mimo, że pełno tu rzeczy i raczej starych, to jest tu bardzo czysto. Jak to trafnie jeden z gości nazwał „ekskluzywna hipiserka”. Bardzo mi to sformułowanie przypadło do gustu. Szkło jest wypolerowane, wina są dobrane, obrusy czyste i wyprasowane. Jedzenie z najwyższej półki, ale brak tu sztywnego restauracyjnego zadęcia. Udało nam się stworzyć takie kombo, że słyszymy podczas wydarzeń mnóstwo ochów i achów.. To nas napędza do działania i ciągłego rozwoju.
Paulina: Turkusowy zespół jest już naprawdę silny. To też jest tak, że w tym domu, gdy czegoś potrzebujesz, to wszystko tak się układa, że się udaje.. Musieliśmy wynieść stoły, a byliśmy sami i nagle pojawili się ludzie, którzy mówią „Wpadliśmy na chwilę, ale pomożemy Wam je wynieść” albo trwa impreza i ktoś mówi „O, ja bym chętnie pozmywała” i wchodzi do kuchni i zmywa (śmiech). To nie jest typowa gastronomia, tu się dzieją rzeczy niespotykane. W naszej kuchni się tańczy i panuje świetna atmosfera. Nijak się to ma do “wojskowej” metody stosowanej w znanych restauracjach.
Sebastian: No na przykład prezes znanej telewizji w różowych bamboszach i garniturze zmywa w kuchni po gościach, mając z tego niezłą frajdę..
Paulina: Albo przepycha zlew! (śmiech)
Sebastian: Mamy taki napis na bramie: „Tu zostaw swoje troski i oczekiwania”, a kiedyś dopisaliśmy „oraz paszport Polityki i Polsatu” (śmiech). Często ludzie mówią „U Was jest jak w domu!”. Tu nie czujesz się jak w domu, tu jesteś w domu. Wiele restauracji jest stylizowanych na dom czy starą chatę, ale to nie to samo.

Myślicie, że powiększenie się Waszej rodziny wpłynie jakoś na charakter przyjmowania gości w Turkusowym?

Sebastian: Na pewno wpłynie. Na dobry początek – zrobimy sobie przerwę w działalności (śmiech).
Paulina: Może koncerty będą się zaczynały wcześniej. I będziemy mieli więcej wydarzeń family friendly. (śmiech)
Sebastian: Kręgi ojców i matek, jam session dla karmiących piersią (śmiech). Na pewno nie zaszkodzi to naszej działalności tylko ją wzbogaci.

A jak wygląda Wasze życie z sąsiadami?

Sebastian: Wybudowaliśmy tę oranżerię, by właśnie im nie przeszkadzać. Mamy wyrozumiałych sąsiadów. Goście w ogrodzie słuchają koncertów w bezprzewodowych słuchawkach, a sam dom jest dźwiękoszczelny. Mam nadzieję, że nie jesteśmy uciążliwymi sąsiadami, choć w dalszej przeszłości bywało różnie. Rodzi się tu dużo dobra. Jakości bez litości. Co najwyżej możemy zachwycać feerią kolorów, bo niemal każde drzewo jest podświetlone. Wieczorem to miejsce wygląda jak z bajki.
Paulina: Mamy też sąsiadów wspierających, którzy nieraz krzyczą z tarasu „Głośnieeej!”. Czasem przychodzą czyścić nam rynny, reperować zamki i przypominają o wystawieniu śmieci. Mają oko na domek. To prawdziwy skarb.
Sebastian: Ten dom żyje. Nie można go zostawić samego. Inaczej byłoby wiele ofiar. Nie mówię oczywiście o kocie (śmiech), ale o roślinach. Marzy nam się system podlewania, takze wewnątrz, żebyśmy mogli np. wyjechać na miesiąc i żeby domek sam się sobą zaopiekował. Ale to temat na przyszłość…

Dom niespokojnej starości

Najbliższe plany, czyli święta – urlop, czy praca?

Paulina: Podróże to kolejna istotna część naszego życia. Właśnie się szykujemy do wyjazdu do naszych przyjaciół na Goa do Indii i wracamy pod koniec stycznia. Uciekamy od tego świątecznego szału i zamętu.
Sebastian: W zeszłym roku spędziliśmy święta tutaj, a dwa lata temu lepiliśmy bałwana na wulkanie Teide i zawieźliśmy go na dół by pokazać mu morze. Udało się.! Staramy się wyjeżdżać kiedy się tylko da. Dużo podróżujemy kamperem.
Paulina: Zimą jest dużo łatwiej się wyrwać i jest większa potrzeba słońca. Więc lato dla nas to czas działań i festiwali. Przychodzi pierwszy dzień zimy i nam się zaczynają wakacje. A marzy nam się też kiedyś druga filia Domku na Kanarach – Teneryfie albo Grand Canarii, aby zimę móc spędzać w cieple. Takie marzenia…

To ja się zgłaszam na pomoc kuchenną!

Sebastian: Choć to póki co tylko marzenie, to w głowach powstaje już realny plan. Chcielibyśmy mieć kilka pokoi do wynajęcia, restauracyjkę na kilka stolików, basen z ciepłą wodą. Zimę spędzać tam, a wracać tu do ciepła, bo jest co robić w Warszawie latem. Taki “dom niespokojnej starości” dla najbliższych (śmiech). Oj, to by było super.

To ja trzymam mocno kciuki, aby to się spełniło i gratuluję pomysłu, unikalnego na skalę Polski!

 

Spodobało Ci się neonowe logo Turkusowego Domku? Jeżeli myślisz o swoim neonie ledowym wystarczy, że wypełnisz formularz, który znajduje się na naszej stronie. Odwdzięczymy się ekpresową wyceną i projektem.

napis neonowy w wersji halo -TURKUSOWY DOMEK